fbpx
piątek, 7 października

Blog

Porażka z rezerwami Widzewa

Gospodarz jednak okazał się bardziej skuteczny. W niedzielne popołudnie Pogoń zaliczyła pierwszą, po czterech zwycięskich meczach z kolei, porażkę przegrywając z rezerwami Widzewa Łódź 5:2 (1:1).

Niedzielny mecz podopiecznych trenera Sobieraja do łatwych nie należał. Faworytem spotkania był co prawda Widzew, ale patrząc na przebieg meczu, zwłaszcza pierwszej połowy, pozostaje spory niedosyt. Gospodarze wyszli wysokim pressingiem od pierwszego gwizdka arbitra. Broniący bramki Pogoni Krzysztof Chruściel już w 2. minucie spotkania musiał interweniować, by przeciwnicy nie zdobyli pierwszego gola. Kilka kolejnych nieudanych prób, błąd w wyprowadzaniu piłki i w efekcie straciliśmy bramkę w 5. minucie. Piłkę z bocznego sektora na przedpole otrzymał Witold Kubiak, ale ta odskoczyła mu od nogi, co wykorzystał Przemysław Kita, który wprowadził piłkę w pole karne i oddał strzał na naszą bramkę. Żółto-zielono-czarni jednak nie złożyli broni i rozpoczęli ofensywę. W 9. minucie do wyrównania mógł doprowadzić strzałem z główki Dawid Kępniak, ale golkiper gospodarzy pozostał czujny. Przez kolejne dziesięc minut na boisku mogliśmy obserować dość wyrównany pojedynek. Od około 20. minuty inicjatywę przejęliśmy jednak my. W 22. minucie po dośrodkowaniu Budki znów bramkę mógł zdobyć Kępniak, jednak chybił. Przez blisko kwadrans Pogoń realizowała założenia meczowe. Zamknęliśmy przeciwnika na własnej połowie, ale brakowało jednak wykończenia akcji ofensywnych. Widzew zagroził nam dopiero w 38. minucie po tym jak sędzia podyktował rzut wolny i futbolówkę posłano prosto w pole karne, ale Krzysztof Chruściel pozostał czujny i nie dopuścił do straty kolejnej bramki. W 42. minucie po raz kolejny mogliśmy doprowadzić do wyrównania, znów jednak nieskutecznie. Udało się to dopiero w 45. minucie kiedy to Princewill Okachi pokonał bramkarza gospodarzy po akcji kombinacyjnej i doprowadził do wyrównania 1:1 na chwilę przed gwizdkiem sędziego.

Od pierwszych sekund drugiej połowy gospodarze pokazali, że nie zamierzają tego dnia stracić żadnych punktów. Przez pierwsze pięć minut oddali trzy celne strzały, ale dopiero w 51. minucie Daniel Mąka wykorzystał fakt, że jest nie kryty przez nikogo i oddał strzał na bramkę nie dając szans Chruścielowi. Przewagę podwyższyli jeszcze bardziej Widzewiacy w 58. minucie, gdy w zamieszanie w naszym polu karnym wykorzystał Mateusz Malec i dobił piłkę niemalże na przysłowiowego „pustaka”. Lekkie rozluźnienie w szykach gospodarzy próbowaliśmy wykorzystać przez kolejne blisko dwadzieścia minut, ale dopiero w 77. minucie po strzale z dystansu Mikaela Idzikowskiego zaczęliśmy odrabiać straty. Gospodarze jednak znów rozpoczęli natarcie i w 80. minucie Chruściel wygrał pojedynek sam na sam z rywalem i znów piłka była w naszym posiadaniu. Chwilę później arbiter podyktował rzut rożny. Błąd w ustawieniu defensywy i Widzew znów zwiększył przewagę bramkową do 4:2. Gwóźdź do naszej trumny wbił w doliczonym czasie gry Ricardio Nascimeuto, który dostał wrzutkę od Kamila Tlagi za plecy naszego golkipera i dobił futbolówkę do bramki.

Widzew II Łódź – Pogoń Zduńska Wola 5:2 (1:1)

Bramki dla nas:
45. Princewill Okachi
77. Mikael Idzikowski

Skład:
Chruściel, Porada (88. Owczarek), Kubiak (69. Nowak), Pestka, Kępniak (60. Pawlak), Okachi, Idzikowski, Budka, Wroński, Bartos, Kaczmarek (65. Chmielewski)